Pomysł na własnego bloga zrodził
się w mojej głowie już jakiś czas temu. To właśnie z blogów i forów czerpie
swoje górsko – podróżnicze inspiracje i to one są źródłem cennych informacji,
które wykorzystuje w praktyce.
To do rzeczy! O czym ten blog? A no blog będzie
opowieścią o naszych górskich ( i nie tylko) zmaganiach. Będzie krótką
retrospekcją z poprzednich wyjazdów i relacją z naszych obecnych przygotowań
przed czekającymi nas wyprawami. Piszę o NAS ponieważ zwykle nie jestem sama.
„My” to już całkiem zwarta grupa ludzi, których na stałe związała ciekawość
świata, zamiłowanie do przygody, uwiedziona górskimi krajobrazami i … słabością
do piwa. Ciężko o nich nie wspomnieć, bo to z nimi powstają najlepsze pomysły.
Często powstają jeszcze podczas trwającego wyjazdu, często przy piwie kiedy
świętujemy sukces bieżącego wypadu. Czasami sobie myślę, że trzeba uważać na
rzucane pomysły wśród ludzi takich jak my – to bardzo podatny grunt!
I tak właśnie prawie 3 lata temu, świętując sukces wyjazdu w gruziński Kaukaz, zrodził się pomysł wyjazdu na peak Lenina – siedmiotysięczny szczyt leżący na granicy Tadżykistanu i Kirgistanu, drugi co do wysokości w górach Pamiru. Wówczas pomysł wydawał się nieco abstrakcyjny, ledwo zaczynałam swoją przygodę z wysokimi górami, nie udało mi się wejść nawet na Kazbek, a 7000 m to jeszcze kawał drogi do przejścia z bólem głowy i męczącymi mdłościami… Po 3 latach wizja wejścia na nasz pierwszy siedmiotysięcznik urealniła się nie na żarty, a w raz z nią, przygotowania do wyjazdu zaczęły nabierać tempa.
I tak właśnie prawie 3 lata temu, świętując sukces wyjazdu w gruziński Kaukaz, zrodził się pomysł wyjazdu na peak Lenina – siedmiotysięczny szczyt leżący na granicy Tadżykistanu i Kirgistanu, drugi co do wysokości w górach Pamiru. Wówczas pomysł wydawał się nieco abstrakcyjny, ledwo zaczynałam swoją przygodę z wysokimi górami, nie udało mi się wejść nawet na Kazbek, a 7000 m to jeszcze kawał drogi do przejścia z bólem głowy i męczącymi mdłościami… Po 3 latach wizja wejścia na nasz pierwszy siedmiotysięcznik urealniła się nie na żarty, a w raz z nią, przygotowania do wyjazdu zaczęły nabierać tempa.
I o tym właśnie będzie nasz blog: o przygotowaniach, o sprzęcie, o naszych wyjazdach w wyższe lub niższe góry i mam nadzieję – w sierpniu pojawi się opis „Lenin expedition” w wykonaniu Justyny, Adama, Marcina i Grypsa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz